Zimno i sól
No to są chyba jakieś jaja. Mróz taki,
że ogon się prostuje. Wyjście na przysłowiowe siku to prawie szczyt odwagi. Pańcia ubiera grube futra, rękawice, czapkę, a mi zakłada grubą... obrożę. A co ja jestem, jakiś pingwin, że nie odczuwam chłodu? No wybacz Pańcia, ale lansować się to ja mogę ale ciepłym latem, a teraz pomyśl o jakiś barchanach dla mnie! Moje piesko-bulterierowe boskie ciało wymaga ogrzewania. Ale jej to można tłuc do głowy... Zero współczucia. A jak już wyjdziemy, to oczywiście jakiś niespełna rozumu człowiek musiał wywalić tonę soli na drogę. No co za idiota. Sól dla moich łap wcale nie jest łagodna. Szczypie, swędzi, boli. I ja mam po tym łazić? No koszar jakiś. Idę, bo muszę. Chyba namówię Pańcię, żeby zapisała mnie na kurs korzystania z urządzeń domowch, czyli toalety. Z łóżka Pańciów już się nauczyłem :).
| następna » |
|---|